Afrykański

  • Ogłoszenie [Warszawa]

    Dodaliśmy nowe “archiwalne” wpisy. Zapraszamy do obejrzenia:
    Wózek i Napisy cz.2
  • Slajdy [Gdynia & Warszawa]

    Wszystkich, którzy chcieliby zobaczyć nas na żywo i obejrzeć nasze pokazy zapraszamy:
    - w Gdyni w czasie “Kolosów” 7 marca o 16:55 w Centrum Gemini – kino Silver Screen, szczegóły na http://kolosy.pl/program2008.php
    - w Warszawie w ramach pokazów Tramp’a na SGH 11 marca, 13 marca, 18 marca o 19:00 w Auli II, szczegóły na http://www.tramp.waw.pl/kte_tramp/slajdy.php

  • Już w domu [Polska]

    Wróciliśmy!
    Przez ostatnie pół roku przebyliśmy ponad 20 tys. km, spaliśmy w 78 różnych hotelach, 40 nocy spędziliśmy w namiocie lub “pod gołym niebem”, tylko 8 razy mieliśmy okazję wziąć ciepły prysznic. Przywieźliśmy ze sobą 10 tys. zdjęć, prawie 1 000 minut muzyki, kilkanaście pamiątek, 70 stron dziennika podróży i cały bagaż wspomnień.
    Tak jak zmieniały się kraje, które odwiedzaliśmy, tak zmienialiśmy się i my sami:

    Maroko – luty 2008

     Maroko – luty 2008 

     
    Sahara Zachodnia – styczeń 2008

     
    Mali – grudzień 2007

    Burkina Faso – grudzień 2007

    Uganda – listopad 2007

    Etiopia – wrzesień 2007

    Egipt – sierpień 2007

  • Wózek [Afryka]

    Przez całą naszą podróż nie natknęliśmy się na ani jeden wózek. W całej Afryce dzieci podróżują bowiem tylko w taki sposób:



  • Napisy cz. 2

    Oto kilka napisów, na które natknęliśmy się podczas naszej podróży:

    Power Rangers trasportu

    Ładowanie baterii {W Ugandzie komórki sa popularniejsze niż elektryczność}

    Jakość zaczyna się od CIEBIE!

    Nie załatwiaj się tu, skorzystaj z toalety w środku.

    Ktokolwiek złapany na pluciu lub wydmuchiwaniu nosa w okolicy basenu zostanie natychmiast wyrzucony z kompleksu.

  • Cywilizacja [Maroko]

    Dotarlismy juz do przedmurza Europy. Cywilizacje widac na kazdym kroku, miedzy innymi po ilosci anten satelitarnych (przy okazji swiadczy to zupelnym braku kablowki – ale to juz inna historia). A to kilka zdjec, zeby nie byc goloslownym.




  • Oukmaiden – Narty w Afryce [Maroko]

    W Maroku odwiedzil nas Mariusz. Nie bylo wiec mowy, zebysmy razem nie pojechali na narty. Wbrew pozorom snieg byl – w tym sezonie padalo juz az dwa razy! Cztery wyciagi orczykowe i jeden krzeselkowy (z arcytrudna trasa czarna) sprawily, ze w Oukmaiden zostalismy prawie trzy dni.






  • Jbel Toubkal 4167m [Maroko]

    Szczyt zdobyty. Oto kilka zdjec:




  • Zdjecia [Senegal, Mauretania, Sahara Zachodnia, Maroko]

    Przez ponad tydzien Bastek nie zrobil ani jednego zdjecia! W koncu zrobilo mi sie go zal i poprosilam, zeby zilustrowal ten wpis. Oto efekt:

  • Korupcja [Mauretania, Maroko]

    Poniewaz ani w Mauretanii, ani w Maroko zjawisko korupcji nie wystepuje, nie mozemy na powyzszy temat nic napisac. Jednoczesnie wszystkich; ktorzy mogli poczuc sie urazeni tytulem tego wpisu (w szczegolnosci mauretanskich straznikow granicznych i marokanska policje) przepraszamy.
    Innymi slowy:
    Podroz z Nawakszot (stolicy Mauretanii) do Agadiru – lacznie prawie 2000 km, 60 h – przebylismy w kabinie marokanskiej ciezarowki. Przejazd przebiegal calkiem sprawnie, co zawdzieczamy glownie naszemu kieropwcy i jego doskonalej znajomosci miejscowych realiow :)
  • Plastik

    Wstęp
    W Afryce panuje swoisty kult plastiku. Co byśmy nie kupowali, zawsze dostaniemy torebkę. Nawet obraną sztukę pomarańczy zapakują w plastikową siatkę. Taka moda.

    Blog właściwy
    Jedziemy minbusem. Po drodze ktoś zakupił kawałek arbuza (oczywiście w siatce). Chwila i owoca nie ma. Tak jak i plastikowej torebki. Wyleciała przez okno…

    Aneks statystyczny:

    Plastikowe fotki:



    Innymi slowy:

    Dotarlismy juz do Nawakszot – stolicy Mauretanii. W ciagu najblizszych dni szybkim krokiem zamierzamy przemiescic sie az do Marakeszu – tam kolejny przystanek.

  • Timbouctu [Mali]

    Do Timbouctu chcielismy pojechac od zawsze. Tajemnicze miasto u wrot Sahary, miasto “tysiaca manuskryptow”, itp. Prawdziwym miloscia do Timbouctu zaplonelismy jednak dopiero po uslyszeniu tego oto wierszyka:

    “When Tim and I to Melbourne went,
    we ment some ladys in a tent,
    they were three and we were two,
    I booked one and Tim booked two.”
    Bastek podjal kilka prob przeniesienia tego tekstu na grunt polski. Niestety tlumaczenia nie sa juz tak blyskotliwe jak oryginal:
    1
    “Kiedy wojska niemieckie na Moskwe szly,
    przekroczyc musialy rzeki trzy,
    Na mape spojrz, tu na stol;
    Wisle i San przeswly tam, Bug tu.”
    2
    “Kiedys w ogrodzie moim o to tym,
    Pokrytym dzis przez piach i pyl.
    Rosly trzy drzewa, popatrz w dol.
    Sosna i grab tam, buk tu;”
    3
    “Kiedys moj kumpel Tim z Cornwalii
    na urlop wybral sie do Mali.
    Zamiast w stolicy zostac dziesieciu dob,
    czas spedzic przeciez Tim mogl tu!”
  • Main de Fatma [Hombori, Mali]

    Main de Fatma, czyli Reka Fatimy – to wspinaczkowa Mekka Mali. My co prawda bylismy tam tylko dwa dni i tylko po to by pochodzic po okolicy, ale i tak bylo warto. A z naszego kempingu gora wygladal tak:






  • Festival au Desert [Mali]

    W czasie “Festiwalu na Pustyni” urzeklo nas kilka kapel, m. in. ten zespol Tuaregow:

    http://www.youtube.com/get_player

    Ale i tak najbardziej podobala nam sie widownia

    ogladajaca wystepy w grzbietu wielblada






    A skoro festiwal mozna z grzbietu wielblada ogladac to czemu i nie filmowac?

  • Kraj Dogonow [Mali]







  • Rejs [Mali]

    Moze wybrac sie na rejs?
    - pomyslala Maria Wejs.
    No to zesmy pojechali,
    nie ma przeciez jak na fali…
    Poogladac zycie rzeczne
    i odetchnac tez troszeczke.
    Lacznie cztery dni na lodzi,
    bo jestesmy wiecznie mlodzi.
    “Spontanicznie, niebanalnie”
    - jak to mawia Krzys jowialnie.
    Na pokladzie jest jedzenie,
    karton wody, zadaszenie.
    Wszystko czego duszy trzeba,
    by na ziemi zazyc nieba.
    Tylko Bastek znudzon rejsem
    zaczal bloga pisac wierszem…







    Innymi slowy:
    Mielismy troche czasu, wiec wybralismy sie na rejs. Zamiast planowych 24 godzin wycieczka zajela nam 80!
  • Wypalamy DVD

    Kiedy rok temu w Yangunie bez problemu, tanio i sprawnie wypaliliśmy zdjęcia na DVD pomyślałem, że skoro takie rzeczy możliwe są w Myanmarze, to rewolucji technologicznej nie jest w stanie oprzeć się żaden kraj. Nasz pobyt w Afryce stawia ówczesne przemyślenia w zupełnie nowym świetle.
    Pod kątem dostępu do Internetu najgorzej było w Etiopii. Tam np. standardem jest podłączenie dziesięciu komputerów do sieci przez jeden modem! Siedząc w Cyber Cafe ma się wrażenie, że bierze się udział w jakimś artystycznym happeningu. “Właściciel udaje, że zapewnia nam dostęp do net’u, my udajemy, że z niego korzystamy i jeszcze za to płacimy.”
    Nic więc dziwnego, że w Etiopii o wypalaniu DVD nawet nie marzyliśmy, czekając na Nairobii. I słusznie, bo w siódmej z kolei kawiarence mieli wypalarkę. Pierwszą płytę co prawda wypalaliśmy przez 1,5 h, ale przy drugiej poszło już sprawniej.
    Od tego czasu podejmujemy dość regularne próby znalezienia kawiarenki lub zakładu fotograficznego oferującego taki usługi. Efekt? Jak na razie płyty udało się wypalić w 2 z 10 afrykańskich stolic. Poza Kenią, komputer z wypalarką mieli jeszcze w Ghanie.
    Czasem problemem jest nawet kupienie czystej płyty DVD. Najlepsze pod tym kątem było Niamey – stolica Nigru. W całym mieście znaleźliśmy tylko jeden sklep, w którym mieli DVD. Właściwie jedną płytą, którą chciano nam sprzedać za bagatela 50 USD!
    Nauczyliśmy się też, że nie wszystko złoto co się świeci. W Ugandzie rzekoma wypalarka okazała się być jedynie czytnikiem DVD, ale niestety zorientowalismy sie dopiero po 2 godzinach przegrywania zdjęć z aparatu. Historia skończyła się i tak dość szczęśliwie, bo wypaleniem 5 płyt CD (przez kolejne 2 godziny).
    Nic więc dziwnego, że gdy w malijskim Segou (miasto wielkości Piotrkowa Trybunalskiego) znaleźliśmy supernowoczesną kawiarenkę, której właściciel twierdził, że ma wypalarkę DVD byliśmy więcej niż sceptyczni. Ku naszemu zdziwieniu wstępne oględziny wykazały, że ma rację! Nastęnego dnia wróciliśmy więc z czystymi płytami, przegraliśmy zdjęcia, włączyliśmy nagrywanie i …1%, 2%, 3%, 4%, 5%, błąd. To samo za drugim razem. Chyba macie pecha – podsumował właściciel kawiarenki.
  • Targ w Djenne [Mali]

    Na odbywajacym sie w cieniu glinianego meczetu targu w Djenne
    spotkac mozna przybyszy z najodleglejszych stron swiata:
    Kanady

    Belgii

    Francji

    Japonii

    i jeszcze wiecej z Francji

    Innymi slowy:

    Mali jest popularnym celem urlopowym, szczegolnie wsrod narodow francuskojezycznych. I tak w malej miejscowosci Djenne spotkalismy wiecej turystow niz dotychczas w calej Afryce Zachodniej!

  • Po swietach

    4,5 miesiąca podróży odcisnęło już poważne piętno na naszych żołądkach. Afrykańskie jedzenie nie jest nawet takie złe. Do smaku wszechobecnej koziny można się przecież przyzwyczaić. A na deser do wyboru cały wachlarz tropikalnych owoców: od ananasów po mango i papaje.

    Tylko czemu w supermarkecie nie możemy się odkleić od gabloty z serami. A myśl o łowickim schabowym z ziemniakami pojawia się już koło 9-tej i nie ustępuje do wieczora.

    Ostatnio zaczęliśmy nawet tworzyć taką listę PPZ, czyli Po Powrocie Zjemy:
    - schabowego z ziemniakami
    - zrazy z kaszą i buraczkami
    - wołowinę w czosnku
    - fasolkę po bretońsku
    - placki ziemniaczane
    - pierogi leniwe
    - naleśniki na słodko i na ostro
    - zapiekanki z kiełbasą á la “Misiek”
    - quiche loraine
    - lazanię
    - mielonego z frytkami
    - fondue serowe i mięsne z bagietką z masłem czosnkowym
    - sałatkę grecką
    - fasolkę szparagową
    - tort bezowy
    - kopytka z sosem pieczarkowym
    - pierogi z mięsem, kapustą i ruskie
    - pieczonego łososia
    - pstrąga w barze Przystań
    - pomidorówkę
    - żurek z białą kiełbasą
    - ogórkową
    - sałatkę z czerwonej kapusty z dużą ilością czosnku
    - pieczony schab ze śliwką
    - zielone mięso z ryżem
    - zapiekankę z ziemniaków i jajek z beszamelem
    - grzybową z kluskami
    - śledzie w oleju
    - gulasz
    - ogórki małosolne
    - karkówkę z grilla
    - ziemniaki z żaru
    - kiełbasę z ogniska
    - łubiankę truskawek
    - kilogram śliwek
    - gołąbki
    - naleśniki z jagodami w “Giertychówce”
    - wieprzowinę w pięciu smakach od “Chińczyka”
    - placki z jabłkami
    - de Volaille’a z frytkami
    - surówkę z porów i groszku
    - selera z orzechami
    - grzybki marynowane
    - jajecznicę z kurkami
    - faworki
    - polski chleb ze smalcem i solą
    - kabanosy
    - gotowane parówki
    - makaron z rokpolem
    - maliny
    - rosół z kluseczkami
    - czereśnie
    - orzechy włoskie
    - orzechy laskowe
    - pieczarki panierowane
    - szarlotkę
    - murzynka (hehe)
    - piernik
    - babkę gotowaną
    - sernik
    - paschę
    - torta
    - szynkę wędzoną
    - tatara
    - stek á la Bismarck
    - mizerię
    - stek z tuńczyka
    - cukinię smarzoną
    - kalafior/brokuły pod beszamelem
    - poziomki
    - kluski śląskie
    - placuszki z akacjami
    - pasztet domowy
    - surówkę z tartej marchwii
    - kajmak
    - budyń czekoladowy
    - szaszłyki
    - młode ziemniaki z twarogiem
    - jogurt owocowy
    - pizzę z Bravo w Sopocie
    - omlet z dżemem
    - kogiel-mogiel

    …i zasmażka.

  • Transport [Bamako, Mali]

    Zaczęliśmy się ostatnio zastanawiać czego musiałoby zabraknąć w afrykańskim samochodzie, żeby nie wyruszył w trasę.
    Jechaliśmy:
    - bez hamulca nożnego;
    - bez żadnego z lusterek;
    - bez tylnej szyby;
    - bez bocznych szyb;
    - bez klaksona (ku rozpaczy kierowcy);
    - bez wycieraczek w deszczu;
    - bez świateł w nocy;
    - notorycznie bez działających zegarów na desce rozdzielczej;
    - zawsze bez pasów.
    Jak na razie tylko jedno jest pewne: w Afryce samochód nie pojedzie bez…pasażerów!

    Dzisiejsze zdjecia z postoju taksowek w Bamako.



    Innymi slowy:

    Dojechalismy juz do Bamako, co oznacza ze Sylwestra spedzimy gdzies w Mali, gdzie jeszcze nie wiemy :)

Page 1 of 3123»