Gudżarackie studnie [Indie, Gudżarat]
Gdy zaczynam opowiadać o indyjskich studniach na twarzy słuchacza od razu pojawia się zdziwienie? Co takiego ciekawego może być w oglądaniu dziury w ziemi? Błąd! Indyjskie studnie, to coś więcej niż zwykły pionowy szyb. To prawdziwe dzieła podziemnej architektury, bogato rzeźbione pałace mające czasem nawet 1000 lat, które pełniły nie tylko bardzo ważną rolę zbiornika wodnego, ale były też miejscem schronienia dla zmęczonych wędrowców, szukających wytchnienia w upalne dni, jakich w Gudżaracie jest całe mnóstwo.
Dla nas są one bezsprzecznie jedną z największych atrakcji Indii. Atrakcji, która jest przez turystów mało znana, być może dlatego, że na pierwszy rzut oka nie jest widoczna, a i na dodatek trudno oddać jej piękno na zdjęciach.
W czasie tego wyjazdu udało nam się zwiedzić pięć gudżarackich studni.
Dwie w w forcie w Junagadh
Według archeologów ta widoczna na zdjęciu może być najstarszą studnią schodkowa, jaka znajduje się w Indiach.
Zaraz obok niej znajduje się jeszcze jedna studnia
Także wykuta w litej skale

W obu wciąż znajduje się woda i… mnóstwo śmieci.
A to już bardzo ciekawa studnia/zbiornik wodny wybudowana tuż przed świątynią słońca w Modherze.
Świątynia swoją drogę bardzo ciekawa, podobna nieco to swojej młodszej o 200 lat kuzynki świątyni słońca w Konark.
W studni znajduje się kilkadziesiąt małych świątyń.
Czwarta studnia w Patatnie, była ukryta pod ziemią aż do 1960 roku.
Może dzięki temu zachowały się w niej piękne rzeźbienia
Piąta położona jest w zasadzie w samym Ahmadabadzie, czyli największym mieście Gudżaratu.
Safari cz. 2 [Indie, Gudżarat]
Dialog między Marysią i Michatkiem:
M: Teraz pojedziemy na safari.
M: A co to jest safari?
M: Safari jest wtedy kiedy ogląda się różne zwierzątka.
M: Owieczki też?Na kolejne safari wybraliśmy się w poszukiwaniu azjatyckich dzikich osłów, od angielskiej nazwy wild ass zwanych też przez Michasia “dzikimi pupami”. Podobnie jak w przypadku azjatyckich lwów, a azjatyckie osły spotkać można już w tylko jednym miejscu na ziemi w okolicach słonych mokradeł Little Rann of Kutch. “Dzikie pupy” są gatunkiem zagrożonym. W latach 60-tych ich liczba spadła do 362 sztuk!, ale dzięki działaniom ratunkowym udało się ich liczbę zwiększyć do ponad 4 tys. osobników.

Ale zanim dojechaliśmy do “dzikich pup” zatrzymaliśmy się na chwilę przy słonym jeziorze.

Popodziwiać stacjonujące tam stada ptaków. Na zdjęciu flamingi.
Kilka kilometrów dalej trafiliśmy na główny cel naszej eskapady: stado osłów.
Osły wyglądają tak:
Na tym nieprzyjaznym terenie mieszkają też ludzie trudniący się produkcją soli,
którą uzyskują poprzez odparowanie wód słonego jeziora.
A tu Michaś sprzątający naszego jeepa.
A na koniec obejrzeliśmy jeszcze zachód słońca.
Safari cz. 1 [Indie, Gudżarat]
Głównym celem przyjazdu do Sasan Gir było fotograficzne polowanie na przedstawicieli indyjskiej fauny.
W czasie dwóch safari (jednego z dziećmi; jednego, na które pojechał tylko Bastek) udało nam się zobaczyć całkiem sporo zwierząt.
Powszechnie spotykanego w Indiach plamistego jelenia zwanego chital lub spotted deer

jelenia sambar
Antylopy niglgai zwany też blue bull: samiec i samica
Szakala

Prawdziwą atrakcją safari była jednak: panthera leo persica
Popularnie zwana lwem, a konkretnie lwem azjatyckim.
Jak to azjatyckim, to lwy występują też w Azji? – zapytacie.
A no tak. Sami się zdziwiliśmy, gdy o tym pierwszy raz usłyszeliśmy.
A dokładniej w jednym miejscu w Azji: w parku Sasan Gir.Lwy azjatyckie są zasadniczo dość podobne do swoich afrykańskich kuzynów.
Poszczególne osobniki są nieco mniejsze, a samce mają nieco skromniejsza grzywę. Stada afrykańskich lwów mają zwykle większą liczbę niż azjatyckich.
Dawnymi czasy lwy azjatyckie spotkać można było od Grecji i Macedonii po Indie. Na początku XX wieku gatunek ten znalazł się na krawędzi przepaści. W 1907 roku na świecie żyło tylko 13 osobników! Dzięki intensywnym działaniom ochronnym udało się zwiększyć populację do ponad 400 sztuk.
No i na koniec deser: Jakie zwierzę jest na tym zdjęciu? Dodam, że spotkać tego czworonoga to prawdziwa sztuka, bo nie dość, że doskonale się maskuje, to poluje w nocy, a w dzień odpoczywa skrywając się w gęstwinie.
Perła indyjskiej architektury – Junagadh [Indie, Gudżarat]
Indie nie przestają nas zaskakiwać. Weźmy na przykład taki Junagadh, który nota bene był pierwszym punktem na naszym gudżarackim szlaku. Niewielkie miasteczko, raczej z tych mniej znanych. Nasz przewodnik co prawda zapowiadał, że Junagadh ma ciekawą architekturę, ale w żadnym razie nie spodziewaliśmy się takich perełek. Niektóre budowle nas naprawdę ścięły z nóg. Bo kto spodziewałby się tak egzotycznej fuzji architektonicznych gatunków, łączącej dwa jakże odlegle style budowy: muzułmański i europejskich, tworząc coś co moglibyśmy nazwać islamskim neogotykiem i to w zasadzie z okresu kiedy neogotyk nie był jeszcze w Europie w modzie.

Ten niecodziennie wyglądający budynek to grobowiec Mahabat Khan
Tuż obok znajduje się jeszcze jeden budynek – mauzoleum, ze wspaniałym dachem, zdobionym kilkudziesięcioma kopułami.
A to jeden z kilkunastu grobów królów Babi z XVIII wieku trochę bardziej w centrum miasta; w ujęciu z zewnątrz

i wewnątrz
Czy Amithan Bachhan może się mylić? [Indie, Gudżarat]
Gudżarat leży z dala od głównych indyjskich szlaków turystycznych. Za granicą stan znany jest mało, a jeśli w ogóle to raczej wśród biznesmenów, a nie turystów.
Jeśli spotyka się tu zagranicznych przybyszy to już raczej starych wyjadaczy, którzy w Indiach są nie pierwszy, czy drugi raz. Zwykle takich co przyjechali na dłużej, chcą trochę poeksperymentować, szukają czegoś bardziej egzotycznego(!) niż Indie tradycyjne.
Co więc przyciągnęło nas w te część Indii. Gdyby się zastanowić to chyba może po trosze to poszukiwanie egzotyki, ale paradoksalnie także intensywna ogólnoindyjska kampania reklamowa, której twarzą jest sam Amitabh Bachhan. Postanowiliśmy sprawdzić czy słynny gwiazdor Bollywood, którego bloga śledzą miliony fanów rzeczywiście ma rację. I bez dwóch zdań ma! Do Gudżaratu jak najbardziej warto przyjechać. I to na dłużej niż tylko kilka dni.
Nam po ponad tygodniowym pobycie zostało jeszcze do odwiedzenia parę interesujących miejsc. I już planujemy jak i kiedy do Gudżaratu wrócić. Pewnie z tym powrotem trzeba będzie jednak trochę poczekać, bo klimat ma Gudżarat wyjątkowo niesprzyjający. Poza czterema jesienno-zimowymi miesiącami z nieba leje się taki żar, że zagraniczny turysta (szczególnie ten najmniejszy) może tego nie wytrzymać. Już w czasie naszego pobytu (na przełomie lutego i marca) bywało, że z powodu wysokiej temperatury odechciewało nam się zwiedzania.
Jeden z fanów Amithana Bachhana wygląda tak:


































