Chodzimy “na zoo” [Indie, Bengal Zach.]

Chodzenie – jak to mówi Michatek – “na zoo” było jedną z ulubionych rozrywek naszego syna w czasie tego wyjazdu. “Na zoo” byliśmy trzykrotnie: dwa razy w Darjeeling, raz w Gangtoku. I trzeba przyznać, że nawet nam się podobało. Szczególnie ciekawa była wizyta w Sikkimie, gdzie ogród zoologiczny  umiejscowiony jest właściwie poza miastem. A jego założeniu przyświecała idea jak najpełniejszego wkomponowania go w okoliczny krajobraz. Dzięki temu prawie nie widać klatek i krat, a czasem nie widać też samych zwierząt (zresztą nawet napis witający turystów na bramie wjazdowej to bardzo wyraźnie podkreśla). Przestrzeń pomiędzy wybiegami poszczególnych zwierząt porasta gęsty las, co dodatkowo zwiększa uczucie  naturalności przedsięwzięcia. Podobało nam się też to, że mieszkające w zoo zwierzaki wystepują lokalnie. Nie obejrzymy więc w zoo w Gangtoku zebry, czy słonia, ale możemy liczyć na panterę, misia i czerwoną pandę. To co rzuca się w oczy to też niewielka ilość pokazywanych gatunków. Łącznie jest ich mniej niż 10. Akurat nam to wystarczyło. Nie biegaliśmy bowiem od klatki do klatki z wywieszonym językiem, tylko spokojnie mogliśmy sobie pospacerować, pokontemplować i poczekać aż zwierzęta zechcą się nam pokazać. Tak jak w przypadku tego misia,

 który na początku schował nam się gdzieś w gęstwinie,

 by po chwili wyłonić się w pełnej krasie.

 

 Wypatrujemy czerwonej pandy

 – symbolu Sikkimu.

Atrakcją zoo w Darjeeling było z kolei Muzeum Himalaizmu. Można w nim obejrzeć m.in. używane przez wspinaczy elektryczne skarpetki. Podpis pod eksponatem głosi, że są to właściwie “electric shocks”… Możliwe, że  rzeczywiście w wyniku ich używania można było taki szok elektryczny przeżyć.

This entry was posted in Indyjskie and tagged , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *