• W skansenie [Bieszczady]

    Dzisiejszy wpis będzie głównie fotograficzny, ale zanim do zdjęć przejdziemy to chciałem parę słów tytułem wstępu dodać. Nie wiem skąd mi się to bierze, ale bardzo lubię skanseny. Może wynika to z tego, że wychowałem się dwieście metrów od jednego? Powód dobry, jak każdy inny, ale do końca mnie nie przekonuje. W każdym razie lubię skanseny i już. Parę z tych, które widziałem było naprawdę godnych polecenia. Z pewnością ten sztokholmski, od którego wzięło się polskie słowo skansen. Fantastyczne muzea budownictwa drewnianego są oczywiście w okolicy Łowicza, z tego jedno dokładnie w środku miasta. W centrum jest też fajny skansen w Toruniu. Najlepsze imprezy mają w Sierpcu – tamtejszego “święta ziemniaka” nie da się zapomnieć. Po wyjeździe w Bieszczady to tej listy dodaję kolejny świetny skansen w Sanoku. Nie wiem, czy nie największy w jakim byłem, a do tego ma  wspaniałą atrakcję: prawdziwy galicyjski rynek, a na dodatek też niewielką część poświęconą architekturze przemysłowej.

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

  • Tour de Pologne [Polska]

    Jak już wróciliśmy z gór wylądowaliśmy na chwilę w Warszawie. Czas to był szalony, bo przyszło nam przeprowadzać remont i przygotowywać mój kolejny wyjazd, ale znaleźliśmy w tym całym amoku chwilę, by wyskoczyć na Stare Miasto i obejrzeć pierwszy, miejski etap Tour de Pologne. Akurat mieliśmy szczęście, bo zawodnicy jeździli po centrum Warszawy w kółko. Dzięki temu mogliśmy w ciągu kilkunastu minut widzieć ich dwa razy, a pomiędzy kibicowaniem zrobić sobie przerwę na lody. Rewelacja.

    a href=”http://www.bastazja.pl/WP/wp-content/uploads/2015/09/DSC_3234.jpg”>

    Tak w ogóle to strasznie fajna ta Warszawa. Teraz – jak wróciliśmy – będziemy mieć na pewno okazję by ją trochę lepiej poznać.

  • Na połoninach [Polska]

    Fizycznie w górach spędziliśmy w sumie tylko dwa dni. W naszej ekipie byli też jednak tacy, którzy nie mogli się nasycić. W sumie to prawda, że jak się już taki kawał przyjechało (a trzeba pamiętać, że część mieszka nad morzem) to trzeba się nachodzić na cały rok, albo lepiej.
    Nie ma Bieszczad bez połonin i nie ma wyjazdu w Bieszczady bez wędrówki po połoninach. Wybraliśmy się więc na dwie klasyczne wycieczki: na grzbiet Wetlińskiej i na grzbiet Caryńskiej. Z punktu widzenia wędrówek z dziećmi ta pierwsza jest w mojej opinii lepsza, bo Chatka Puchatka jest łatwo identyfikowalnym celem wędrówek i naturalnym miejscem na popas. Inna sprawa, że nie znam chyba górskiego schroniska, które miałoby bardziej odrzucające wnętrze. Żeby było jasne mam na myśli tylko architekturę, a nie pracującą załogę, bo tej nie mieliśmy przyjemności poznać. Może jestem uprzedzony, ale ostatnio jak byliśmy w tych okolicach – jakoś pięć lat temu w kwietniu – we wnętrzu Chatki było ciemno, wilgotno i przenikliwie zimno. I od tego czasu nic się nie zmieniło, tylko temperatura nieco podskoczyła.
    Podejście na Caryńską było nieco bardziej strome, a sam spacer dłuższy, ale o dziwo nasze dzieciaki całą drogę dzielnie pokonały na nogach (oczywiście poza Basiunią, która dzielnie spędzała czas w nosidełku). Jak zwykle w takich przypadkach najlepszym motywatorem jest towarzystwo, a że mieliśmy ze sobą pół przedszkola to na brak rówieśników nikt nie mógł narzekać. Spacer minął naszym latoroślom tak szybko, że prawie nie zdążyły pomarudzić. Ogólnie było więc super.

  • Przemyśl i okolice [Polska]

    W Bieszczady wyruszyliśmy dzień wcześniej. Dzięki temu mogliśmy zrobić sobie przerwę w podróży i zatrzymać się na prawie cały dzień w Przemyślu i okolicach. Zanocowaliśmy w Krasiczynie, tuż przy zamku. Wieczorem nie było za bardzo co robić wybraliśmy się więc do baru. Typowa konstrukcja, trochę większa buda wykończona nieśmiertelnym sajdingiem i niewielki ogródek z drewnianymi ławami. Stała klientela pogrążona w rozmowch o życiu, od razu widać, że na miejscu od zawsze. Małomiasteczkowa klasyka. Serwowali skórzanego kotleta, gumowe frytki i zimne piwo. Po pięciu latach przerwy wszystko smakowało tak prawdziwie polsko.

    Ranek rozpoczęliśmy od zwiedzania zamku, do wnętrz wejść można tylko z przewodnikiem. Po raz kolejny uświadomiliśmy sobie, że nasze maluchy nie nadają się na tego typu wycieczki. Na pewno nie na te, które nie są przeznaczone specjalnie dla dzieci.

    Opowieść była ciekawa. Losy kolejnych właścicieli zamku – rodów Krasickich, Modrzewskich, Wojakowskich, Tarłów, Potockich, Pinińskich i Sapiehów. Może trochę przejaskrawiam, ale chyba wiecie o co mi chodzi:) I tak nieźle, że wytrzymały do połowy. Potem zaczęło się marudzenie, wizyty w toaletach i mniej lub bardziej udane próby dezercji.

    Zamek jest pięknie odnowiony. Jego największą atrakcją są mury zdobione techniką sgraffito. Te niesamowite dekoracje ścienne przedstawiają między innymi: sceny biblijne, świętych, medaliony z popiersiami cesarzy i polskich królów. Ciągną się na całej długości murów zewnętrznych i od strony dziedzińca.

    Z przewodnikiem zwiedzaliśmy przede wszystkim wnętrza. Niestety, poza jedną salą, z oryginalnego wyposażenia nie ocalało w zasadzie nic. Rekonstrukcje nie oddają nawet w połowie dawnej świetności zamkowo-pałacowych wnętrz.

    Zaglądamy też  do kaplicy. Za niewielką opłatą można wziąć tutaj ślub.

    Z Krasiczyna pojechaliśmy do Przemyśla, a konkretnie położonego na przedmieściach fortu Werner, jednego z najlepiej zachowanych i udostępnionych dla zwiedzających umocnień fortu z całej twierdzy Przemyśl.

    W środku znajduje się bardzo fajna ekspozycja, przez co nie zwiedza się gołych murów. Wystawy oczywiście związane z historią fortu i szeroko pojętym tematami militarno-wojskowymi (prezentacje uzbrojenia, makiety wojskowości, i rekonstrukcje okopów).

    Widać, że ktoś włożył sporo wysiłku, by twierdza znów żyła. Fajnie by było gdyby Modlin też kiedyś spotkał taki los.

    Na koniec przeszliśmy się jeszcze takim przyjemnym tunelem. Niektórzy się nawet trochę bali. A potem pojechaliśmy na spotkanie z Dobrym Wojakiem Szwejkiem.

    Pogodę jak widać na zdjęciach mieliśmy wspaniałą. Jeśli mogę trochę ponarzekać, to nawet za wspaniałą. Koło południa gorąc doskwierał nam wszystkim i każdemu z osobna. Niby po Indiach powinniśmy być przyzwyczajeni, a tu proszę, nic podobnego. Postanowiliśmy uciekać od upałów. Najpierw na lody, a potem w podziemia. Lodziarnia do której poszliśmy wygrała ostatnio jakiś ogólnopolski konkurs i tłumy były w niej nieprzeciętne.

    Podziemia były chyba największą atrakcją dnia. Po pierwsze, było w nich przyjemnie chłodno. Po drugie, choć są raczej niewielkie (zwiedza się w zasadzie jedną piwnicę i kawałek korytarza), to pokazują kawał miejskiej historii. W szczególności, że ten udostępniony do zwiedzania korytarz to najprawdziwszy kolektor ściekowy! Rewelacja.

  • W Polskę idziemy [Polska]

    Po przyjeździe z Indii wpadliśmy w prawdziwy wir spotkań, zajęć, zobowiązań. Chcieliśmy zobaczyć się ze wszystkimi i z każdym z osobna. Nadrobić pięć lat w półtora miesiąca. Prawdziwe szaleństwo. Do tego czekało nas mnóstwo wyzwań związanych z nowym życiem w Polsce: mieszkanie, praca, szkoła, przedszkole, żłobek, formalności. Nic dziwnego, że już po paru dniach dzieci na “załatwianie spraw” reagowały alergicznie. Na szczęście babcia i dziadek bardzo nam pomogli, wybawiając nasze maluchy od wizyt w urzędach, instytucjach i sklepach wielkopowierzchniowych. Dziękujemy!

    Przez pięć lat zdążyliśmy już porządnie za Polską zatęsknić i trochę nawet zapomnieć jak jest u nas fajnie. Cieszyliśmy się na powrót także dlatego, że w lipcu mieliśmy zaplanowany krótki rodzinny wyjazd. Tym razem właśnie w Polsce. Połączenie przyjemnego z przyjemnym. Podróżowania i spotkań z najbliższymi. Pomysł z sukcesem testowany rok temu we Włoszech, tym razem wdrażaliśmy w życie w Bieszczadach. Wyjazd okazał się strzałem w dziesiątkę. Towarzystwo jak zwykle dopisało, pogoda też była w porządku. Zakotwiczyliśmy się w góralskiej chacie z basenem! Tak z basenem właśnie! Okazuje się, że wcale nie trzeba jeździć do toskańskich wzgórz, by zażyć takich luksusów. Co to się porobiło!

    Pamiątkowa fota ekipy (prawie całej).

    Najbliższe kilka postów będzie właśnie o Bieszczadach.

Page 12 of 12« First«89101112