• Przemyśl i okolice [Polska]

    W Bieszczady wyruszyliśmy dzień wcześniej. Dzięki temu mogliśmy zrobić sobie przerwę w podróży i zatrzymać się na prawie cały dzień w Przemyślu i okolicach. Zanocowaliśmy w Krasiczynie, tuż przy zamku. Wieczorem nie było za bardzo co robić wybraliśmy się więc do baru. Typowa konstrukcja, trochę większa buda wykończona nieśmiertelnym sajdingiem i niewielki ogródek z drewnianymi ławami. Stała klientela pogrążona w rozmowch o życiu, od razu widać, że na miejscu od zawsze. Małomiasteczkowa klasyka. Serwowali skórzanego kotleta, gumowe frytki i zimne piwo. Po pięciu latach przerwy wszystko smakowało tak prawdziwie polsko.

    Ranek rozpoczęliśmy od zwiedzania zamku, do wnętrz wejść można tylko z przewodnikiem. Po raz kolejny uświadomiliśmy sobie, że nasze maluchy nie nadają się na tego typu wycieczki. Na pewno nie na te, które nie są przeznaczone specjalnie dla dzieci.

    Opowieść była ciekawa. Losy kolejnych właścicieli zamku – rodów Krasickich, Modrzewskich, Wojakowskich, Tarłów, Potockich, Pinińskich i Sapiehów. Może trochę przejaskrawiam, ale chyba wiecie o co mi chodzi:) I tak nieźle, że wytrzymały do połowy. Potem zaczęło się marudzenie, wizyty w toaletach i mniej lub bardziej udane próby dezercji.

    Zamek jest pięknie odnowiony. Jego największą atrakcją są mury zdobione techniką sgraffito. Te niesamowite dekoracje ścienne przedstawiają między innymi: sceny biblijne, świętych, medaliony z popiersiami cesarzy i polskich królów. Ciągną się na całej długości murów zewnętrznych i od strony dziedzińca.

    Z przewodnikiem zwiedzaliśmy przede wszystkim wnętrza. Niestety, poza jedną salą, z oryginalnego wyposażenia nie ocalało w zasadzie nic. Rekonstrukcje nie oddają nawet w połowie dawnej świetności zamkowo-pałacowych wnętrz.

    Zaglądamy też  do kaplicy. Za niewielką opłatą można wziąć tutaj ślub.

    Z Krasiczyna pojechaliśmy do Przemyśla, a konkretnie położonego na przedmieściach fortu Werner, jednego z najlepiej zachowanych i udostępnionych dla zwiedzających umocnień fortu z całej twierdzy Przemyśl.

    W środku znajduje się bardzo fajna ekspozycja, przez co nie zwiedza się gołych murów. Wystawy oczywiście związane z historią fortu i szeroko pojętym tematami militarno-wojskowymi (prezentacje uzbrojenia, makiety wojskowości, i rekonstrukcje okopów).

    Widać, że ktoś włożył sporo wysiłku, by twierdza znów żyła. Fajnie by było gdyby Modlin też kiedyś spotkał taki los.

    Na koniec przeszliśmy się jeszcze takim przyjemnym tunelem. Niektórzy się nawet trochę bali. A potem pojechaliśmy na spotkanie z Dobrym Wojakiem Szwejkiem.

    Pogodę jak widać na zdjęciach mieliśmy wspaniałą. Jeśli mogę trochę ponarzekać, to nawet za wspaniałą. Koło południa gorąc doskwierał nam wszystkim i każdemu z osobna. Niby po Indiach powinniśmy być przyzwyczajeni, a tu proszę, nic podobnego. Postanowiliśmy uciekać od upałów. Najpierw na lody, a potem w podziemia. Lodziarnia do której poszliśmy wygrała ostatnio jakiś ogólnopolski konkurs i tłumy były w niej nieprzeciętne.

    Podziemia były chyba największą atrakcją dnia. Po pierwsze, było w nich przyjemnie chłodno. Po drugie, choć są raczej niewielkie (zwiedza się w zasadzie jedną piwnicę i kawałek korytarza), to pokazują kawał miejskiej historii. W szczególności, że ten udostępniony do zwiedzania korytarz to najprawdziwszy kolektor ściekowy! Rewelacja.

  • W Polskę idziemy [Polska]

    Po przyjeździe z Indii wpadliśmy w prawdziwy wir spotkań, zajęć, zobowiązań. Chcieliśmy zobaczyć się ze wszystkimi i z każdym z osobna. Nadrobić pięć lat w półtora miesiąca. Prawdziwe szaleństwo. Do tego czekało nas mnóstwo wyzwań związanych z nowym życiem w Polsce: mieszkanie, praca, szkoła, przedszkole, żłobek, formalności. Nic dziwnego, że już po paru dniach dzieci na “załatwianie spraw” reagowały alergicznie. Na szczęście babcia i dziadek bardzo nam pomogli, wybawiając nasze maluchy od wizyt w urzędach, instytucjach i sklepach wielkopowierzchniowych. Dziękujemy!

    Przez pięć lat zdążyliśmy już porządnie za Polską zatęsknić i trochę nawet zapomnieć jak jest u nas fajnie. Cieszyliśmy się na powrót także dlatego, że w lipcu mieliśmy zaplanowany krótki rodzinny wyjazd. Tym razem właśnie w Polsce. Połączenie przyjemnego z przyjemnym. Podróżowania i spotkań z najbliższymi. Pomysł z sukcesem testowany rok temu we Włoszech, tym razem wdrażaliśmy w życie w Bieszczadach. Wyjazd okazał się strzałem w dziesiątkę. Towarzystwo jak zwykle dopisało, pogoda też była w porządku. Zakotwiczyliśmy się w góralskiej chacie z basenem! Tak z basenem właśnie! Okazuje się, że wcale nie trzeba jeździć do toskańskich wzgórz, by zażyć takich luksusów. Co to się porobiło!

    Pamiątkowa fota ekipy (prawie całej).

    Najbliższe kilka postów będzie właśnie o Bieszczadach.

Page 13 of 13« First«910111213