• Przegląd atrakcji [Rumunia]

    O atrakcjach Rumunii pisać moglibyśmy długo, ale tym razem postanowiliśmy was nie zamęczać. W każdym razie poniżej lista miejsc, które szczególnie możemy polecić:

    Zamek w Hunedoarze

    I kilka twierdz chłopskich, które odwiedziliśmy

    Do tego niezwykle malownicze warowne kościoły .

    Idealne do zabawy w rycerzy i księżniczki.

    Do tego piękne miasteczka z cukierkowymi wręcz starówkami oraz niesamowite saksońskie wsie, w których widok konia ciągnącego wóz jest prawie tak powszechny jak samochodu.

    Skansen w Sybinie – zaskoczył nas swoją skalą. Gdyby nie hulajnogi to nie było by szansy zobaczyć nawet połowy tego ogromnego kompleksu.

    Świetna była też wycieczka po delcie Dunaju.

    Wybraliśmy wariant krótki, czyli 3 godzinny i to był strzał w dziesiątkę. Dzieci akurat tyle dały radę wytrzymać w łodzi.

    I fajny był też spacer po kanionie Turdy.

    A jak o Turdzie mowa to i kopalnia soli była bardzo ciekawa

    z podziemnym parkiem rozrywki ulokowanym w największej komnacie jaką widziałem.

    Na koniec wpadliśmy też na “wesoły cmentarz”, ale tu aż tak bardzo ciekawie nie było.

    W Bukowinie podobała nam się znacznie bardziej przejażdżka leśną kolejką w Viseu de Sus.

  • Wstęp [Rumunia]

    Pierwszy raz w Rumunii byłem ponad 20 lat temu. Jechaliśmy wtedy z rodzicami pociągiem do Bułgarii. Trasa przecinała Rumunię. Nie zatrzymywaliśmy się, bo nie było raczej po co. Rumunia była wtedy synonimem biedy i zacofania. Całkiem dobrze pamiętam, że konduktor pouczał nas, aby na noc dokładnie zamknąć okna i drzwi przedziału, bo inaczej bezczelni złodzieje ograbią nas do cna. W sumie jest to jedno z nielicznych wspomnień, które zachowało mi się z tamtego okresu. Od tamtego czasu w Rumunii nie byłem i – przez tamtą historię – nie czułem się do tego specjalnie zachęcony. Był to poważny błąd. W tym właśnie leży wartość podróży, że pozwalają zmierzyć się z własnymi uprzedzeniami i niewiedzą. Wizyta w Rumunii kolejny raz potwierdziła prawdziwość tych może nieco górnolotnych słów.

    Pomysł na zwiedzanie mieliśmy prosty: samochód i namiot. Nasza Dacia aż piszczała z zachwytu na myśl, że wreszcie odwiedzi ojczyznę. My nieco ostrożniej podchodziliśmy do dojść długiej podróży jaką musieliśmy odbyć, by pokonać dystans dzielący Rumunię od Polski. Na szczęście dzieciaki zniosły te długie przejazdy prawie idealnie. Dzięki temu mieliśmy własny, sprawdzony środek transportu i wolność doboru trasy.

    Strzałem w dziesiątkę okazał się namiot. Spanie na świeżym powietrzu dawało nam mnóstwo okazji do obcowania z naturą, a dzieciakom do zbaw i wybiegania. Do tego mieliśmy praktycznie idealną pogodę, która pozwalała się cieszyć się pięknymi okolicznościami przyrody.

    Zabrakło tylko trochę towarzystwa. I nam i dzieciom. Tzn. było przez kilka pierwszych dni, ale potem się wzięło i zmyło do Polski. No cóż na następne wyjazdy jedziemy zdecydowanie większą bandą!

     

     

     

     

     

     

     

  • Kutna Hora [Czechy]

    Nasze pierwsze od dłuższego czasu europejskie wakacje zaczęliśmy od wizyty w Czechach. Kraj ten nieodłącznie kojarzy nam się z autostradą. Trochę jak w przypadku Niemiec, u naszych południowych sąsiadów jesteśmy zwykle przejazdem, podróżując do bardziej odległych i cieplejszych kierunków wakacyjnych, jak Włochy, czy Chorwacja. Nic dziwnego, że poza Pragą rozeznanie w turystycznym potencjale tego kraju mamy raczej skromne. Po tym pobycie mam nadzieję, że się to w niedługiej przyszłości zmieni.
    Widzieliśmy niedużo, bo w zasadzie tylko jedno niewielkie miasteczko – Kutną Horę. Umówiliśmy się w nim na krótkie randez vous z naszymi znajomymi z USA, którzy akurat w Czechach spędzali urlop. Wybór miejsca doskonały. Piękne historyczne miasteczko, kiedyś drugi najważniejszy ośrodek gospodarczy, który rozwijał się dzięki wydobyciu srebra, dziś perła architektury wpisana na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Jednym słowem ładne, niewielkie i nad wyraz spokojne miejsce, przyjazne dzieciom i miłośnikom spacerów.
    A byłbym zapomniał po drodze do Kutnej Hory zawinęliśmy jeszcze w okolice Wrocławia, by odwiedzić naszą dobrą koleżankę. Wisiu dzięki za gościnę i super wieczór!

    Bardzo podobało nam się w kopalni srebra. Już tradycyjnie zresztą staramy się zaglądać to wszystkich podziemnych atrakcji, jakie spotykamy na szlaku.

    W tej dostaliśmy takie fajne wdzianko.


    Na naszych znajomych zdecydowanie największe wrażenie zrobiła kaplica czaszek.

    Podobno, choć w USA mają całkiem sporo różnych dziwów, to takich cudów tam jeszcze nie ma.

    Ja po obejrzeniu jednego Haloween,mam w tej sprawie odmienne zdanie 🙂

    A to już zamek Žleby – położony jakieś 30 km od Kutnej Hory. Byłby super, gdyby nie to, że można go zwiedzać tylko w zorganizowanej grupie, co naszą gromadkę szybko zmęczyło (nic dziwnego, bo przewodnik oprowadzał nas po czesku).

    Ta wycieczka nas na tyle zmęczyła, że jak ognia unikaliśmy już później tego typu atrakcji.

    Dan i Donna – pozdrawiamy!

  • Wróciliśmy ! [Polska, Czechy, Rumunia, Włochy]


    Chwilę nas nie było, ale sezon wakacyjny spędzaliśmy dość intensywnie. Łącznie przejechaliśmy ponad 5 tys. km, odwiedzając między innymi Czechy, Rumunię i Włochy. Teraz już jesteśmy na miejscu. Zaczynamy nadrabiać blogowe zaległości. Bądźcie czujni. Kolejne wpisy – mam nadzieję – niedługo.

  • Weekend w Augustowie [Polska]

    Jak już wspominałem jeden z czerwcowych weekendów mieliśmy okazję spędzić w Augustowie. Pojechaliśmy tam na zaproszenie znajomych, którzy akurat w tym czasie organizowali Spotkanie pod Chmurką, czyli błogie wakacyjne rodzinne bajanie na trawie. Wystąpiliśmy tam opowiadając o naszych podróżach, ale przede wszystkim wzięliśmy udział w bardzo fajnych warsztatach. Pierwsze prowadziły Zofia Stanecka i Marianna Oklejak – autorka i rysowniczka książek o Basi.
    Zachwycił nas też Szymon Góralczyk z Karawany Opowieści – opowiadacz i bajarz,  który w bardzo plastyczny sposób przybliżał baśnie z Azji, Meksyku, Afryki i Polski. Dużym odkryciem czytelniczym okazała się twórczość Tomasza Samojlika – pracownika naukowego PAN i autora komiksów o żubrach Pompiku i Żorżu, czy ryjówce Dobrzyku. O tym, jak fajna jest jego ekologiczna proza niech świadczy fakt, że tylko w ten jeden weekend Michaś łyknął jego cztery książki.

     

     

    Pierwsza połowa drugiego dnia minęła nam na oglądaniu Kanału Augustowskiego i jednej z najfajniejszych śluz jaka znajduje się miejscowości Przewięź. Akurat przepływało kilka statków więc mogliśmy dokładnie pokazać dzieciom na czym polega koncept i mechanizm działania śluzy.

    Klu wyjazdu było jednak wspólne wyjście do lasu z naszymi znajomymi. Nie było to wcale wyjście zwyczajne, a spacer specjalistyczny szlakiem augustowskich barci i to z najlepszym przewodnikiem jakiego mogliśmy sobie wyobrazić – Piotrem prezesem Bractwa Bartnego. Obejrzeliśmy w sumie 4 barcie w pobliżu Augustowa. Wyszedł dość krótki – acz bardzo przyjemny – spacer urozmaicany przystankami na podziwianie lasu, jedzenie jagód i demonstrację techniki wspinaczki drzewnej z wykorzystaniem leziwa. Dzieciaki słuchały i oglądały z dużym zainteresowaniem. Nawet Michaś odrywał się od czasu do czasu od Powrotu Rzęsorka (trzeciej części Ryjówki Przeznaczenia) by spojrzeć do góry. Rewelacyjna lekcja na temat tradycji i życia naszych przodków. Także dla nas.

Page 4 of 12« First«23456»10Last »