Rowerowy maj [Niemcy]

DSC 8259

Gdy obserwowałem pogodę za oknem zaczynałem wątpić w powodzenie naszego planu. Do tego prognozy też nie pozostawały złudzeń. Pogodowo miało być słabo. Systematyczne odświeżanie ekranu komputera nic w tej sprawie nie zmieniło. W nocy temperatura spadać miała blisko zera. Znajomi pukali się w głowę. Z dziećmi na rowery i pod namiot w tę pogodę? Życzę powodzenia. Rok temu było w sumie podobnie, a jakoś daliśmy radę. To i tym razem damy radę pomyślałem i pojechaliśmy. W końcu nie wszyscy, bo Marysia na kilka dni przed wyjazdem zachorowała i musiała odpuścić (została też Basiunia, która za nic nie chciała jechać bez swojej kochanej mamy). Nasza piątka reprezentowana była więc w nieco okrojonym składzie; ja, Michaś i Janka. I właśnie dla tej ostatniej uczestniczki wyjazd był największym wyzwaniem, bo na rowerze nauczyła się jeździć dokładnie tydzień wcześniej! Ale poradziła sobie wyśmienicie.

Poza nami byli też nasi tradycyjni rowerowi kompani: Andruty. A dokąd tym razem pojechaliśmy?

Za naszą zachodnią granicę: do Saksonii, a konkretnie nad Łabę w okolice Drezna.


Pierwszym punktem wycieczki było zwiedzanie Miśni.

A jak wiadomo Miśnia porcelaną słynie. Wizyta w Miśni nie byłaby pełna bez zwiedzania fabryki porcelany.

A z ciekawostek: wiedzieliście, że po wypaleniu porcelana zmniejsza się nawet o 30%

Drugi dzień to łączona wycieczka kolejowo-rowerowa do pałacu w Moritzburgu. Nie mogłem uwierzyć, że ten ciągnięty przez parowóz skład ma oddzielny wagon rowerowy. A jak obsługa zobaczyła naszą wesołą gromadkę, która zjawiła się na peronie w ostatniej chwili, to bez mrugnięcia okiem podstawiła jeszcze jeden taki wagon, by nasz rowerowy sprzęt mógł bez problemu nam towarzyszyć w podróży. 

A to już cel naszej podróży, czyli pałac w Mortizburgu.

I wesoła, nieco zmarźnięta, ekipa.

Kolejne dni spędziliśmy w saksońskiej Szwajcarii. 

I po tej drugiej stronie Drezna też się świetnie bawiliśmy. 

Tu też jeździliśmy na rowerze.

A jeżdżenie na rowerze urozmaicało nam pływanie promami, które łączyły ścieżki rowerowe po obu stronach Łaby.

I chodzenie po górskich szlakach

A te są bardzo urokliwe.


Czasem urozmaicone jakimiś zamkowymi ruinami.

A czasem twierdzą.

A czasem takim wąskim przejściem.

A żeby nie znudziło się nam wędrowanie to jeździliśmy też w góry tramwajem – o taka ciekawostka górski tramwaj 🙂

No i rzeczywiście przez te kilka dni trochę zmarzliśmy, ale w sumie pogoda nie była tak zła jak przypuszczaliśmy, bo było sporo rozpogodzeń. A jak wiadomo jak świeci słońce to od razu robi się przyjemniej.  Wyjazd zaliczam więc do bardzo udanych i chętnie do Niemiec i do Saksonii wrócę.

Leave a Reply