• Weekend w Augustowie [Polska]

    Jak już wspominałem jeden z czerwcowych weekendów mieliśmy okazję spędzić w Augustowie. Pojechaliśmy tam na zaproszenie znajomych, którzy akurat w tym czasie organizowali Spotkanie pod Chmurką, czyli błogie wakacyjne rodzinne bajanie na trawie. Wystąpiliśmy tam opowiadając o naszych podróżach, ale przede wszystkim wzięliśmy udział w bardzo fajnych warsztatach. Pierwsze prowadziły Zofia Stanecka i Marianna Oklejak – autorka i rysowniczka książek o Basi.
    Zachwycił nas też Szymon Góralczyk z Karawany Opowieści – opowiadacz i bajarz,  który w bardzo plastyczny sposób przybliżał baśnie z Azji, Meksyku, Afryki i Polski. Dużym odkryciem czytelniczym okazała się twórczość Tomasza Samojlika – pracownika naukowego PAN i autora komiksów o żubrach Pompiku i Żorżu, czy ryjówce Dobrzyku. O tym, jak fajna jest jego ekologiczna proza niech świadczy fakt, że tylko w ten jeden weekend Michaś łyknął jego cztery książki.

     

     

    Pierwsza połowa drugiego dnia minęła nam na oglądaniu Kanału Augustowskiego i jednej z najfajniejszych śluz jaka znajduje się miejscowości Przewięź. Akurat przepływało kilka statków więc mogliśmy dokładnie pokazać dzieciom na czym polega koncept i mechanizm działania śluzy.

    Klu wyjazdu było jednak wspólne wyjście do lasu z naszymi znajomymi. Nie było to wcale wyjście zwyczajne, a spacer specjalistyczny szlakiem augustowskich barci i to z najlepszym przewodnikiem jakiego mogliśmy sobie wyobrazić – Piotrem prezesem Bractwa Bartnego. Obejrzeliśmy w sumie 4 barcie w pobliżu Augustowa. Wyszedł dość krótki – acz bardzo przyjemny – spacer urozmaicany przystankami na podziwianie lasu, jedzenie jagód i demonstrację techniki wspinaczki drzewnej z wykorzystaniem leziwa. Dzieciaki słuchały i oglądały z dużym zainteresowaniem. Nawet Michaś odrywał się od czasu do czasu od Powrotu Rzęsorka (trzeciej części Ryjówki Przeznaczenia) by spojrzeć do góry. Rewelacyjna lekcja na temat tradycji i życia naszych przodków. Także dla nas.

  • Weekend w Krynicy [Polska]

    Dzień pierwszy spędziliśmy w okolicach Wierchomli. Pierwszą atrakcją był wjazd wyciągiem krzesełkowym. Na górze, podobnie jak i na dole, pogoda pozwalała na delikatny optymizm. Było mocno pochmurno, ale na razie nie padało. Postanowiliśmy przejść się do Schroniska nad Wierchomlą. Niedługo potem zaczął kropić deszcz. Dzieciaki jakoś dreptały do przodu. Michaś tropił lisa, Janka i Basia bawiły się w poszukiwanie i zdmuchiwanie mleczy. Polskie łąki to kolejne odkrycie tego lata. Ile na nich atrakcji (takie mlecze np.), a i ile niebezpieczeństw (np. pokrzywy). Wszystko nowe i nieznane. W Indiach przecież takich cudów nie było. Schronisko bardzo klimatyczne. Do tego miało niewielki plac zabaw i niezłą kuchnię (zupa ze wspomnianych wcześniej pokrzyw). Po krótkim popasie zbieramy się do wyjścia. Na zewnątrz ciemne chmury, ale nie dajemy się zniechęcić. Do Wierchomli dotrzemy na piechotę. Droga czarnym szlakiem stabilnie traci wysokość. Padający deszcz zapewnia dodatkowy dreszczyk emocji i lepszy ślizg. Michaś przy przekraczaniu strumienia traci równowagę i ląduje po kostki w wodzie. Przekuwamy porażkę w sukces i sprawdzamy, czy alternatywną trasą można było przejść suchą nogą. Okazuje się, że wariantów było całkiem sporo. Deszcz na szczęście przestaje padać i możemy spokojnie wrócić do celu. Wypad dostosowany do dzieci, ale udany.

    Drugi dzień też mija nam raczej leniwie. Robimy sobie spacer na górę Parkową. Michaś chwilę marudzi, ale z czasem się rozgrzewa i spokojnie wdrapuje się na sam szczyt. Janka też ma parę słabszych chwil, ale ostatecznie też sobie radzi. Basi za to dobry humor nie opuszczał od początku do końca – może dlatego, że całą trasę zrobiła w nosidełku? Na górze czeka na nas mnóstwo turystów – większość wjechała na szczyt kolejką. Na osłodę po trudach wędrówki jest za to park zjeżdżalni. Takiej atrakcji nie możemy przepuścić. Specjalnie przygotowane kilkumetrowe ślizgawki budzą nieskrywaną ekscytację maluchów. Zabawa przednia. Po krótkim odpoczynku schodzimy do miasta, zjadamy obiad i dopełniamy brzuchy lodami. Na deser wypijamy wodę w domu zdrojowym – dzięki temu pobyt w Krynicy można uznać za dopełniony.  Teraz możemy spokojnie przenieść się do Krakowa by obejrzeć raczej jednostronny pojedynek Polski z Irlandią.

    (Fragment relacji autorstwa Bastka z lekkim retuszem. Bastek od lat konsekwentnie opisuje wszystkie nasze mniejsze i większe wyprawy i – co ciekawe – często sięga do tych opisów, żeby odtworzyć konkretny wyjazd, a nawet weekend)

     

     

     

     

     

     

     

     

    Serdecznie dziękujemy Angelice i Wojtkowi – pomysłodawcom i gospodarzom tego wspaniałego weekendu oraz Joli i Matowi – jego niestrudzonym towarzyszom.

  • Czerwiec w rozjazdach [Polska]

    Koniec maja, czerwiec i początek lipca upłynął nam pod znakiem wyjazdów weekendowych. Wszystkie sobotnio-niedzielne wolne chwile spędziliśmy poza Warszawą, zwiedzając trzy różne krańce Polski. Aż cztery razy byliśmy na północy (dwa nad morzem, dwa na Kaszubach). Gdyby tego było mało zahaczyliśmy też o Krynicę i Kraków, gdzie pochodziliśmy po górach i w doborowym towarzystwie obejrzeliśmy pierwsze mecz Polaków na Euro. Z kolei ćwierćfinał ze Szwajcarią przeżywaliśmy wspólnie ze znajomymi w Augustowie. Innymi słowy zrobiliśmy w te sześć weekendów całkiem pokaźną ilość kilometrów. Głównie w samochodzie, ale także w pociągu, bo aby nieco urozmaicić te w sumie długie podróże skorzystaliśmy też z oferty naszych kolei. I jedna z głównych obserwacji, które mam po tym maratonie jest taka, że całkiem nam się w Polska zmieniła. Na co dzień nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale z perspektywy 5-letniego pobytu widać to jak na dłoni. Nasza infrastruktura sporo się w ostatnim czasie poprawiła. Nowe drogi widać prawie w każdej części Polski. Kolej też mamy już na najlepszym światowym poziomie. Może jestem zbytnim optymistą. Oczywiście znajdzie się jeszcze sporo odcinków, które odstają od zachodnich standardów, ale generalnie widać sporo pozytywnych zmian. Inna sprawa, że nasza indyjska perspektywa każe nam na wiele aspektów życia patrzeć przez różowe okulary, bo wiemy, że jest świat, który wygląda zupełnie inaczej.

    Inna sprawa, że po tak intensywnym miesiącu doszliśmy też do wniosku, że dobrze jest raz na jakiś czas spędzać trochę czasu w domu 🙂


    A na deser zdjęcie Basi i jej ulubionego kuzyna Bena.

  • Basia dorasta [Polska]

    Nim się spostrzegliśmy Basia stała się prawdziwą dziewczynką.
    Do lamusa poszły awantury, a Basia stała się dziewczyną na “tak”, no oczywiście poza tym mi nielicznymi przypadkami, gdy akurat jest na “nie”. Mówi już sporo, chętnie wszystko powtarza. Michaś to “Jaś”. Janka to “Anka”. A Bastek to “Hefek” – zupełnie nie wiedzieć czemu. Dla kontrastu Mama jest normalnie mamą, czasem tak rozbrajająco zdrobnianą “Mamusiu”.

    Prawdziwa z niej Zosia Samosia. Wszystko sama. Sama chce jeść, sama zmieniać sobie pieluszkę i sama ubierać. A i to też nie prawda, bo pieluszka to już w zasadzie u nas przeżytek.

  • Malbork i Grudziądz [Polska]

    Staramy się usilnie nadrobić zaległości rodzinne z ostatnich lat. W rezultacie dość często wyjeżdżamy nad morze. Z Warszawy dojazd znacznie się w ciągu  tych kilku lat poprawił, ale wciąż nie można powiedzieć, by Gdańsk, czy Gdynia były jakoś specjalnie blisko. Wymyśliliśmy więc, że od czasu do czasu spotykać się będziemy z rodziną gdzieś w fajnym miejscu pomiędzy stolicą i Trójmiastem. Pierwszy wybór padł na Grudziądz i Malbork. Może nie było to do końca spotkanie w połowie drogi, ale dla nas i tak bliżej. Do tego dwie fajne atrakcje i to w doborowym towarzystwie.

    W Grudziądzu na miejscowym cmentarzu staraliśmy się odnaleźć ślady rodzinnej historii, przeszliśmy się też po Starym Mieście, zjedliśmy pizzę i poprawiliśmy lodami. Możemy potwierdzić, że grudziądzkie spichrze robią duże wrażenie, szkoda tylko, że nie zwiedziliśmy ich także od środka. Żałuję też, że nie wybrałem się na mecz żużla, akurat MRGARDEN GKM Grudziądz (nazwa już sama w sobie brzmiała dość intrygująco) rozpoczynał tegoroczny sezon ligowy. A ja nigdy na wyścigach motocyklowych jeszcze nie byłem.

    W Malborku oczywiście zwiedziliśmy zamek. Michaś od dawna marzył, by zobaczyć to cudo średniowiecznej architektury. Mieliśmy super przewodnika (dzięki Julcia), który mógłby nas oprowadzać po twierdzy cały boży dzień. Tylko nie wiem jak nasze dzieci by to wytrzymały, bo po 3 godzinach były w zasadzie wykończone. Na koniec zapytałem Michasia, co mu się najbardziej podobało. Okazało się, że wieża z toaletą, tzw. gdanisk, gdzie Krzyżacy mieli rzekomo podstępem pozbawiać życia (zrzucając do zamkowej fosy) niewygodnych adwersarzy…

    Grudziądz

     

     

     

     

     

     

    Malbork

     

     

     

     

     

     

     

     

Page 1 of 812345»...Last »