Korzystając z dłuższego pobytu w Delhi, wprowadziliśmy dalsze zmiany w życiu Michatka. Od początku lipca chodzi do przedszkola – co prawda tylko na 3 godziny dziennie, ale to i tak mnóstwo emocji. Na razie jesteśmy bardzo zadowoleni – Michaś zawsze uwielbiał towarzystwo, a tam dodatkowo są nowe zabawki i basen z piłkami. W grupie dwulatków jest 9 dzieci, każde w praktyce z innego kraju i mówiące (lub nie) w innym języku. Opiekunki mówią po angielsku i w hindi, więc jest niezły miszmasz.
Jedyna wada przedszkola to dowożenie – nie jest to daleko (ok. 15 min.), ale na drogach panuje zasada “kto pierwszy ten lepszy”, szczególnie w korkach. Już w pierwszym tygodniu Marysia miała stłuczkę. Dlatego teraz Michaś dojeżdża przedszkolnym busikiem, a my chwalimy sobie to typowo indyjskie rozwiązanie.
Jedyna wada przedszkola to dowożenie – nie jest to daleko (ok. 15 min.), ale na drogach panuje zasada “kto pierwszy ten lepszy”, szczególnie w korkach. Już w pierwszym tygodniu Marysia miała stłuczkę. Dlatego teraz Michaś dojeżdża przedszkolnym busikiem, a my chwalimy sobie to typowo indyjskie rozwiązanie.
Zdjęć z przedszkola na razie nie mamy, więc wklejam kilka z zabawy w domu z kolegą Michasia – Jędrkiem.
A w ramach ciekawostki – koloryt Indii objawia się nawet w wannie:
Coś się Michatkowi do siusiaka przyczepiło 🙂
P.S. Czy Michaś przpadkiem nie nasikał do wody?
koloryt nie polega na oszczędzaniu wody? wymieniacie michatkowi wodę raz na tydzień?
chyba konieczne są pewne wyjaśnienia – taka woda leci nierzadko z kranu i nauczyliśmy się na to nie zwracać uwagi 🙂 a Michaś opatrzony został po prostu nowoczesną wersją listka figowego, żeby uchronić jego prywatność przed komentarzami…
czy 'przedszkolny busik' to tuk-tuk?
widze ze ikea dociera wszedzie :).