Jeśli na narty to tylko w Himalaje [Indie, Himachal Pradesh]

DSC 3341

Od dłuższego czasu Michaś marzył by zobaczyć śnieg. Wracanie do Polski zimą jakoś nam się nie uśmiechało, ale krótki wypad na północ Indii był już znacznie bardziej realny. Zresztą pomysł narciarskiego wyjazdu do Manali, a konkretnie położonej na 2 500 metrach doliny Solang, chodził mi to po głowie już od dłuższego czasu. Okolice mieliśmy już rozpoznane, bo byliśmy tam podczas letniego pobytu. Wtedy przejechaliśmy się z Michatkiem wyciągiem gondolowym i sprawdziliśmy hotele.

Maryś ostatecznie podważyła sensowność zabierania w taką podróż małej Basi (nie dość, że daleko, to jeszcze będzie zimno i pewnie nie będzie co robić) i w komplecie z Janką wypisała się z wyjazdu. Nie mieliśmy więc wyjścia i wybraliśmy się w wyłącznie męskim gronie. W międzyczasie postanowiliśmy zrezygnować z jechania samochodem i przenieśliśmy się do autobusu. Dzięki temu pokonaliśmy całą trasę w 15 godzin. Niby dużo, ale i tak znacznie krócej niż własnym wozem. Do tego autobus jedzie w nocy, więc podróż nie dłuży się tak bardzo. Kolejny problem – brak odpowiedniego stroju – pomogli rozwiązać goście, którzy kilka dni wcześniej przyjechali do nas z Polski przywożąc ciepłe buty i rękawiczki.

Michaś strasznie cieszył się na wyjazd na narty. Już od prawie roku mówił, że chce zobaczyć śnieg. Już ze Sri Lanki na wszelki wypadek wziął kamyczki na oczka dla bałwana i zaplanował, że w góry weźmiemy ze sobą cały plecak marchewek (na bałwanie nosy).

Zima – dla wszystkich Polaków jest czymś zupełnie naturalnym. Dla Michasia była wielką abstrakcją. Jedyną zimę przeżył w Polsce gdy miał niewiele ponad pół roku. Nie mógł jej zapamiętać.

Podziwialiśmy widoki.

Michaś pobiera swoją pierwszą lekcję nauki na nartach.

Nic więc dziwnego, że dla niego był to wyjazd pełen nowości. Pierwszy świadomy kontakt ze śniegiem (M: Jaki dziwny ten piasek! B: To nie piasek, to śnieg! M: A no tak, zapomniałem – Powtórzyliśmy tę rozmowę chyba z dziesięć razy zanim Michaś wreszcie załapał), pierwszy ulepiony bałwan, pierwsze zbudowane igloo, pierwsze próby jazdy na nartach (M: Gdzie są moje paski? B: ?!? M: No, te na buty. B: Narty? M: A, tak narty.), pierwszy opad śniegu, konieczność nakładania kliku warstw ubrań i najważniejsze brak ukochanej mamy (M: Ja chcę do mamy!).

1 Comment

  1. […] plac zabaw). Najwięcej szczęścia miał pod tym względem Michaś, którego kiedyś zabrałem w Himalaje by spróbował zimowego szaleństwa. To właśnie tam stawiał on pierwsze kroki na nartach. Kroki […]

Leave a Reply