Pierwsze wrażenia [Mauritius]

Na Mauritiusie byliśmy trochę ponad tydzień. Wyspa jest na tyle mała, że postanowiliśmy spędzić cały pobyt w jednej miejscowości i z niej robić wycieczki krajoznawcze. Aby nie uzależniać się od transportu publicznego wypożyczyliśmy sobie niewielki samochód. Bazę mieliśmy we Flic-en-Flac nieco turystycznej miejscowości położonej tuż nad brzegiem oceanu. Na szczęście byliśmy chyba trochę po sezonie/przed sezonem i dzięki temu miasto nie było zalane przez falę turystów.

Mauritius położony jest na południowej półkuli i pory roku występują odwrotnie niż w Europie. W lipcu jest tu środek zimy. Temperatury w nocy spadają do 17 stopni!, a w dzień utrzymują się na strasznie niskim poziomie 23 stopni. Brzmi to kuriozalnie, ale w porównaniu z miejscową wiosną, czy latem, kiedy słupki rtęci każdego dnia wahają się pomiędzy 21 a 31 stopni, zimą temperatura rzeczywiście nie jest idealna :). Nasza perspektywa była jednak inna. Na Mauritius przyjeżdżaliśmy z Indii, w których w tym czasie (jak zresztą co roku) panowały nieziemskie upały. Ta zmiana klimatu była dla nas prawdziwą ulgą. Nic dziwnego, że nie przeszkadzał nam nawet deszcz, który padał jakby na nasze powitanie.

Pierwszy dzień spędziliśmy raczej mało ambitnie. W planie była plaża, ale opalanie uniemożliwiła nam pogoda. Zamiast kąpieli  w oceanie była za to wizyta w parku rozrywki Casela. W zasadzie to takie małe zoo, z dodatkowymi atrakcjami i placem zabaw. Dzieciaki nieźle się wyszalały. A wiadomo, gdy dzieci zadowolone to i rodzic szczęśliwy 🙂

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

This entry was posted in Indyjskie and tagged . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *