Polska – ale było fajnie [Polska]

Pobyt w Polsce skończył się nim zdążyliśmy się obejrzeć. Wyjazd upłynął nad pod znakiem nadrabiania zaległości:

Rodzinno-towarzyskich – super było tak wiele osób spotkać. Wiadomo – straconego czasu nie da się nadrobić, ale próbować warto. Oczywiście najbardziej tęskniliśmy za najbliższymi. Michaś, Janka i Basia urosły, my się nieco postarzeliśmy, czas mija, przy tak długiej rozłące widać to jeszcze wyraźniej. Nie wszystkich udało nam się zobaczyć – z niecierpliwością czekamy już na przyszły rok.

Ważne, że dzieci przypomniały sobie jak właściwie wygląda Polska, jak pachnie świeża mięta i drzewa w sosnowym lesie, jak smakuje kiełbasa z ogniska i maliny zrywane prosto z krzaka. Niby takie nic nieznaczące doświadczenia, ale przecież tak bardzo nas wszystkich definiujące…

Sportowych – brak zawodów w Chinach zrekompensowaliśmy sobie startując w triathlonie: ja na dystansie pół-Ironman (z nową życiówką), a Marysia debiutując w tym sporcie. Do tego udało się trochę pojeździć na rowerze, popływać w jeziorze, pokajakować i pobiegać – wszystko w pięknych okolicznościach przyrody. Sporo czasu spędziliśmy na naszych ukochanych Kaszubach. Jeśli chodzi o bieganie to w Warszawie zaliczyłem też jeden krótki bieg górski i udało mi się też zrealizować krótki trening w ganianiu po krzakach na orientację.

Niedosyt sportowy trochę pozostał, bo nie udało się więcej, a zęby ostrzyłem sobie i na triathlon i na bieg górski i na jakiś wyścig na orientację. No cóż trzeba liczyć, że jednak coś się w Chinach jednak zacznie odbywać, albo poczekać na przyszły rok…

Nadrobiłem też trochę zaległości muzycznych. Koncerty to zdecydowanie coś czego mi w Chinach bardzo brakuje. Chodzimy co prawda czasem na jazz, ale jednak to nie to samo co stary dobry rock, hardcore, czy metal. Z polskich byłem na moim ukochanym Kulcie – klasa jak zawsze. Były wszystkie hity, jakie każdy fan zespołu mógł sobie wymarzyć, no i tradycyjna wisienka na torcie w postaci “Sowietów” w nowych realiach aktualna jak nigdy. Koncert Iron Maiden, na który bardzo liczyłem niestety mnie zawiódł. Widowisko było spektakularne, to bez dwóch zdań, ale nagłośnienie na Narodowym popsuło mi ten wieczór. Na szczęście odbiłem sobie w czasie pobytu w Szwecji na Rammsteinie, który nie tylko był świetnie nagłośniony, to przede wszystkim zrobił nieprawdopodobny show. Był to chyba najlepszy koncert w moim życiu.

Przede wszystkim jednak podczas tego urlopu wypoczęliśmy od COVIDa i restrykcji. Co prawda pod koniec wyjazdu już myślami byliśmy znów w Chinach, ale pierwsze tygodnie były miłą odmianą od codziennego stresu, który towarzyszy nam w Pekinie. Miejmy nadzieję, że naładowane akumulatory wystarczą na kolejny rok.

Motywem przewodnim wyjazdu była logistyka, ciągłe planowanie, gdzie i kiedy pojechać, z kim się zobaczyć, gdzie spać i … gdzie zrobić pranie. Dobrze, że mieliśmy własny samochód, ale czasem i ten jeden wóz nie wystarczał, bo na lotnisko dziadek musiał jechać dwa razy, żeby przywieźć nie tylko nasz, ale i swój samochód. Inaczej z bagażami byśmy do jednego wozu nie weszli za żadne skarby.

Pozdrawiamy już z Chin i do zobaczenia za rok.

This entry was posted in chinski and tagged . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *