Sporty zimowe – narty [Polska]

DSC 6060

Karty kalendarza bezlitośnie przypominają o upływie czasu. Nim się obejrzałem nastała druga połowa marca, a na blogu cisza. Pierwszy dzień kwietnia zwiastował nieuchronną zmianę pogody. Przed nami cała wiosna i lato. Mnóstwo wyjazdowych planów, ale o nich będzie pewnie kiedy indziej. Tymczasem wracamy jeszcze wspomnieniami do pięknej polskiej zimy.

Przez ostatnie kilka lat z zimą było nam raczej nie po drodze. W Delhi temperatura zawsze utrzymywała się na plusie. Cóż zrobić? Taki klimat… Zwykle plus ten był znaczny i wszyscy narzekaliśmy na skwar. Tylko w grudniu, styczniu i lutym bywało na tyle chłodno, że czasem zdarzało się nam nawet nieźle zmarznąć. Nie jednak na tyle, by temperatury spadły kiedykolwiek poniżej zera. O białym puchu można więc było w stolicy Indii tylko marzyć. Nic dziwnego, że Basia swój pierwszy śnieg zobaczyła dopiero w Polsce, a Janka przy okazji wycieczki do Dubaju (tak, tak w jednym centrum handlowym mają tam taki zimowy plac zabaw). Najwięcej szczęścia miał pod tym względem Michaś, którego kiedyś zabrałem w Himalaje by spróbował zimowego szaleństwa. To właśnie tam stawiał on pierwsze kroki na nartach. Kroki te były jednak bardzo nieśmiałe i na tyle nieskoordynowane, że szybko poszły w niepamięć. Dopiero w tym roku mieliśmy okazję do nart wrócić.
Choć nie jesteśmy super entuzjastami dwóch desek w wydaniu zjazdowym to od czasu do czasu poszusować lubimy. Ostatnio z lekkim zdziwieniem zorientowaliśmy się, że mieszkając w Warszawie wcale nie musimy daleko szukać, by znaleźć ku temu okazję. Poza stołecznymi Szczęśliwicami w okolicach Mazowsza znaleźć można co najmniej kilka stoków oferujących przyzwoite warunki narciarskie. W tym sezonie sprawdzaliśmy jeden z nich: Kazimierz.
Kazimierz kojarzy się pewnie większości z was z weekendowymi wypadami “Warszawki”, ale raczej nie z kurortem narciarskim. A tymczasem dla nas narciarzy weekendowych Kazimierz, a właściwie leżąca na jego obrzeżach Stacja Kazimierz to miejsce wyśmienite. Niewielki stok, z kilkoma orczykami, dośnieżaniem i sztucznym oświetleniem, wypożyczalnią sprzętu i małą restauracją. Kolejki nawet w weekend znośne. Rekonesans okazał się na tyle udany, że wybraliśmy się tam także drugi raz. A w kolejnym sezonie też pewnie tam wrócimy :).</p>

 

 

 

 

Śnieg już powoli topnieje. Cóź robić? Pozostaje odłożyć sanki i narty w głęboki kąt i uzbroić się w cierpliwość. Trzeba będzie jakoś przetrwać te najbliższe pół roku.

Leave a Reply