Włochy – z dziennika podróżnika [Włochy]

dsc_3939

Kiedyś rzucalibyśmy się na każde z włoskich miast zwiedzając je od deski do deski jak przewodnik przykazał. Dziś nasze zwiedzanie wygląda zupełnie inaczej. Miasta należą raczej do kategorii trudność. Miasta przyjemność to niestety rzadkość. Zamiast nich jest raczej nieustające wyzwanie. Muzea i pałace coraz częściej omijamy szerokim łukiem, szukając wytchnienia w parkach i na placach zabaw. Spacery po pięknych uliczkach już nie cieszą tak jak kiedyś. Trochę pewnie nam się opatrzyło. Choć włoskie miasta w żadnym razie nie straciły swojego uroku. Nadal wyglądają wspaniałe, a ich architektoniczne piękno nie znajduje równych. Niestety spacer po kolejnym nie jest już tak dużą atrakcją. Brak efektu nowości ma w tym wypadku spore znaczenie. Ale najważniejsze jest to, że dzieciaki nie są jeszcze w stanie docenić tych walorów tak jak my. Nawet jeśli rzucą okiem na niezwykłą renesansową uliczkę, wspaniale zachowaną barokową katedrę, czy niezwykłe freski to generalnie mają zupełnie odmienne priorytety. Ich trzyma przy życiu wizja lodów, dyskusje o grach komputerowych (Michaś), księżniczkach i wróżkach (Jankach), albo spędzanie czasu na rękach u mamy i taty (Basia). Zwiedzanie w takich warunkach jest siłą rzeczy trudne. Szczególnie jeśli odbywa się w upale i nieprzeniknionej gęstwinie innych turystów (zdjęcie powyżej zrobiłem przy słynnym balkonie Juli w Weronie). W rezultacie wizyty i zwiedzanie włoskich atrakcji musieliśmy ograniczać do minimum koncentrując się głównie na spacerach i poszukiwaniu lodziarni, podczas których mogliśmy podziwiać zabytkowy układ urbanistyczny, od czasu do czasu zaglądając tu i tam. W ten sposób udało nam się zobaczyć nie tylko przywołaną już wcześniej Weronę, ale także Mantuę, Ferrarę, Vicenzę i Padwę. Ale pewnie będziemy chcieli jeszcze do nich wrócić, by się nimi do końca nasycić.   

 

This entry was posted in polskie and tagged . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *