Yangshuo – śladami Mary i Bastka [Chiny, Guangxi]

W tym roku nie ma chyba szans byśmy mogli wyjechać z Chin, bo w obecnej sytuacji każdy taki wyjazd wiązałby się z dwutygodniową kwarantanną po powrocie i koniecznością zrobienia conajmniej kilku kolejnych testów na koronawirusa. Chińczycy chuchają na zimne i nie podejmują nawet najmniejszego ryzyka jeśli chodzi o wirusa i możliwość jego przywleczenia z zagranicy. Nie po to się go tak uporczywie pozbyć, by teraz oddać swoje zwycięstwo. 

Pozostaje nam więc tylko podróżowanie po Chinach. W sumie i tak fajnie, że w obecnych realiach mamy w ogóle taką możliwość. Co prawda podróżowanie nie jest łatwe, bo wymaga dodatkowych przygotowań, formalności (w wielu hotelach nie przyjmuje się obcokrajowców), a tak jak w naszym wypadku zrobienia kolejnego testu na COVID-19, ale jest jak najbardziej możliwe. Biorąc pod uwagę te trudności na wyjazd ostatecznie zdecydowaliśmy się do miejsca, które oboje znaliśmy, bo byliśmy w nim w czasie naszych pierwszych podróży do Chin. Ja w 2001 r., a Marysia w 2002 r. – znanego z niesamowitych krajobrazów Yangshuo.

20 lat temu w Yangshuo wyglądałem tak.

Miasteczko okazało się bardzo dobry wyborem. Miejsce często odwiedzane przez “białasów”, bo okoliczne krajobrazy potrafią zachwycić nawet najbardziej doświadczonych podróżników. Do tego ma ofertę atrakcji przystosowanych do zachodnich gustów. A że teraz tych przyjezdnych prawie w Chinach nie ma (bo nawet jakby chcieli to i tak nie mogą wjechać) to mieliśmy trochę więcej luzu niż zwykle. Trafił się nam też fajny hotel z basenem i wypożyczalnią rowerów. W okolicy piękne krajobrazy, bambusowe łodzie, kajaki, trasy spacerowe, pola herbaty, górska wspinaczka i błotne kąpiele w jaskini, czyli ogólnie pojęty relaks. Ponarzekać można tylko na temperaturę, bo ta była iście piekielna, ale tyle dobrze, że prawie nie padało.

This entry was posted in chinski and tagged , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *